Pin It
Pierwsza pomocKażdy kierowca, będąc uczestnikiem ruchu drogowego, musi mieć świadomość, że od jego szybkiej reakcji może zależeć ludzkie życie. Może bowiem zdarzyć się, że będzie on pierwszym na miejscu wypadku. Wtedy udzielenie pomocy będzie jego obowiązkiem. I to nie tylko moralnym...

W 2008 r. w Polsce miało miejsce 49 tys. wypadków drogowych, w wyniku których zostało poszkodowanych ponad 62 tys. osób, z czego 5437 poniosło śmierć. Te suche fakty bardziej niż cokolwiek innego pozwalają uświadomić sobie, że wypadek nie jest czymś, co zdarza się rzadko i gdzieś daleko. Dlatego w każdej chwili, kiedy jesteśmy uczestnikami ruchu drogowego, powinniśmy wiedzieć, jak zachować się w sytuacji, gdy ktoś potrzebuje naszej pomocy.

NIE ŁAM PRAWA!
Jak wykazują badania, a także smutna rzeczywistość, z umiejętnością udzielania pierwszej pomocy bywa różnie. Teoretycznie wiemy, jak postąpić w przypadku niebezpiecznych zajść na drodze – mówiono o tym choćby w ramach kursu na prawo jazdy.


Podczas sytuacji rzeczywistego wypadku wiedza ta gdzieś się ulatnia. Dzieje się tak dlatego, iż nauka pierwszej pomocy udzielona przed laty to o wiele za mało, by szybko, sprawnie i właściwie zareagować. A przecież naszym moralnym obowiązkiem jest niesienie pomocy w sytuacji zagrożenia czyjegoś życia. Dodatkowo kwestia zaniechania udzielenia pierwszej pomocy podlega regulacjom prawnym. Artykuł 162 Kodeksu karnego mówi: „§ 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. Do omawianego problemu nawiązuje także art. 93 Kodeksu wykroczeń: „§ 1. Prowadzący pojazd, który, uczestnicząc w wypadku drogowym, nie udziela niezwłocznej pomocy ofierze wypadku, podlega karze aresztu albo grzywny. § 2. W razie popełnienia wykroczenia, o którym mowa w § 1 orzeka się zakaz prowadzenia pojazdów”.
DAR ŻYCIA
Trzeba powiedzieć sobie szczerze, że zespoły ratownictwa medycznego tak naprawdę zawsze są spóźnione. Dlaczego? Rzadko zdarza się, aby zdarzenie miało miejsce w bezpośrednim sąsiedztwie stacji ratowniczej. Dlatego przypadkowi świadkowie zdarzenia zawsze są pierwszymi potencjalnymi ratownikami mogącymi nieść pomoc – mówi Piotr Bartnicki, ratownik medyczny z Grupy Ratowników Medycznych.

Od czasu wezwania pogotowia do jego przybycia na miejsce zdarzenia mija co najmniej kilka, a często nawet kilkadziesiąt minut. Jest to czas, w którym pacjent wymaga pomocy od ludzi postronnych. W przypadku zatrzymania krążenia krwi, mózg obumiera po upływie 3–4 minut. Jeżeli w tym okresie nie jest prowadzona resuscytacja krążeniowo-oddechowa, drastycznie maleją szanse na przeżycie poszkodowanego. – Podejmując akcję ratowniczą, postronny ratownik daje człowiekowi szansę przeżycia. To od niego zależy, czy pacjent będzie żył. Los tej osoby jest w rękach przypadkowej osoby. Przywrócenie kogoś do życia jest najpiękniejszym i najcenniejszym darem, jaki można ofiarować drugiej osobie – przekonuje Piotr Bartnicki.

Ktoś zawsze musi być pierwszym na miejscu wypadku. Warto być na taką sytuację przygotowanym i umieć bez paniki zareagować. Bo wiedza i pewność zachowania może być darem życia.
SZKOLENIA PIERWSZEJ POMOCY
Największym problemem osób, które jako pierwsze zatrzymują się na miejscu wypadku jest brak pewności, że wiedza – którą w mniejszym lub większym stopniu przechowują w swojej pamięci – jest właściwa. Naturalne są tym samym obawy, że zamiast pomóc, mogą zaszkodzić poszkodowanej osobie. Trudno bowiem o praktykę w zakresie pierwszej pomocy, gdy nie jest się pracownikiem pogotowia ratunkowego. I oby każdy z nas tej rzeczywistej praktyki miał jak najmniej. Warto jednak od czasu do czasu przećwiczyć czynności reanimacyjne i odświeżyć wiedzę na temat pomocy rannym.

Możliwe jest to choćby dzięki szkoleniom, które organizowane są m.in. przez PCK, Rejonowe Stacje Pogotowia, PZM, a także sporo innych instytucji (zwłaszcza pozarządowych). Na rynku jest także bogata oferta szkoleń organizowanych przez komercyjne firmy. We wszystkich instytucjach tego typu osoby, które na co dzień zajmują się ratowaniem życia poszkodowanych w wypadkach opowiedzą o własnych doświadczeniach i udzielą podstawowych informacji, które mogą okazać się zbawienne dla życia. Kursy te mają także tę wartość, że pozwalają na zetknięcie się ze zdjęciami ofiar wypadków oraz pozwalają przypomnieć praktyczne czynności ratownicze.

Dzięki temu, w razie wypadku, który zdarzy nam się napotkać, łatwiej będzie opanować zdenerwowanie, szok, odrazę, a także z większym przekonaniem o swoich umiejętnościach przystąpić do ratowania życia.
Paweł Urbaniak "Auto Firmowe"

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Skontaktuj się z nami

Facebook Eskumed Ratownictwo

Obserwuj nasz profil